Ahoj Panie Bobrze!

Jeśli ze mną jest coś źle, to na pewno z Tobą też!


Link 31.08.2009 :: 23:44 Komentuj (4)

COŚ już było i w zasadzie mogłabym już na tym poprzestać ale po co jak moge coś napisac?


  Może powinnam zacząć od początku, może od kawy i ciasta, a może od płyty z zimnymi przekąskami? Sama nie wiem. Od poczatku zaczynać nie będę bo za dużo mam rzeczy do powiedzenia, na kawe jest za późno, a płyty z zimnymi przekąskami nie mam.  Dlatego może zaczne od tego co moje oczy widziały w ten weekend. W tan weekend moje oczy były na Air Show 2009, w pierwszy dzień bardzo zmokły, w drugi widziały coś czego mam nadzieje już nigdy w życiu nie zobaczą. Pomimo deszczu i śmierci wiszącej w powietrzu dosłownie i w przenośni, podobało mi się. Ludzie moga sobie narzekać na pogode, na organizacje, na długie kolejki, na to, że kiełbasa była niedosmażona, a łazienka zamknięta, ale było ok. Nie uwierzycie ile pokretełek, guziczków, monitorków i przycisków jest w myśliwcu, jak przepastne jest wnętrze amerykańskiego transportowca i ile zmarszczek ma Hermaszewski. Dostałam beret i jestem zadowolona.


  Po drugie w ten weekend poznałam najzajebistszą Panią Ulę na świecie. Pani Ula jest emerytowanym wykładowcą chemii organicznej na Akademii Górniczo Hutniczej. Pani Ula ma 74 lata, 183 cm wzrostu i farbowane na pasjonujacą czerwień włosy. Pani Ula to rodowita krakowianka, a na ścianach jej mieszkania w kamienicy w centrum miasta wiszą "orginalne kosskaki". Przemycane z Ukrainy papierosy odpala jeden od drugiego, wypija niemożliwe ilości alkoholu i nigdy nie miała kaca. Pani Ula swego czasu była reprezentantką Polski w brydżu sportowym i wraz ze swoją drużyną zjeździła pół świata, a historiami z mistrzostw świata w Monte Carlo może opowiadać w nieskończoność. Pani Ula chodzi ze swoim wnukiem Danielem do klubów studenckich bo uwielbia tańczyć i w przeciwieństwie do stereotypowych babć nie wierzy w księży, kościół, Boga i życie doczesne. Ojciec Pani Uli przegrał W DOMINO (!!!) stadninę koni wraz z końmi zresztą, futro i połowe majątku. Pani Ula razem z Marynią- nianią swojego świętej pamięci męża, który jak wszyscy utrzymują miał na imię Wuj, gra namiętnie w kości i ogląda eurosport. Przez Internet robi zakupy, sprawdza wyniki ekstraklasy, a nocami grywa w wirtualnego pokera. Pani Ula zna wszystkich i wszytsko jest w stanie załatwić. Za nic na świecie nie chciałaby być myszą, ktorych to zresztą panicznie się boi, ale nie ma serca popełnić zbrodni, a pająki zawsze wynosi na pole, bo zabicie ich przynosi nieszczęście. Za Panią Ulą zawsze chodzi gromada psów, które na czele z Dodo-krakowiakiem nie boją się nikogo i niczego, za to swoim kształtem przypominają karton po lodówce tak są dokarmiane. Pani Ula zna pierdylion historii, ma charakter, oszałamiającą osobowośc i serce z mydła. I mimo tego, że spędziłam z nią tylko jeden dzień, z czystym sumieniem moge powiedzieć, że kocham Panią Ulę.                    Poznałam też Hanke z Pruszkowa, koleżanke Pani Uli z drużyny brydżowej. Hanka za czasów żelaznej kurtyny przemycała z zachodu niewiarygodne ilości niewiarygodnych towarów. Była inżynierem budowy dróg i mostów i gdyby inzynier Karwowski nie był postacią fikcyją spędzaliby razem każdego Sylwestra. Hanka olewa wszytsko i wszystkich, bo jak sama twierdzi za dużo już w życiu widziała, żeby coś mogło ją zdziwić. Z kolei jej córka-pracoholiczka Monika jest głównym kimśtamważnym w firmie kosmetycznej i zarabia miliony monet miesięcznie. Znajduje jednak trochę czasu na utrzymywanie fryzury rodem z teledysków Samanty Fox.  A ciocia Basia najmłodsza z dziewięciorga rodzeństwa, warszawianka z dziada pradziada, zaciągająca czasem akcentem z Pragi południe, stara ficygernia z blond włosami to istota słodka jak miód. Poza tym robi najlepsze śledzie w naszej szerokości geograficznej.                                            


No i kto by się spodziewał, że podczas dwudniowego pobytu na wsi, wśród ludzi, gdzie średnia wieku wynosiła podnad 60, a ich głowne zajęcie polega na chodzeniu od sąsiada do sąsiada i popychaniu pierdół uśmieje się jak dzika świnia? No ja nie. Albo jestem głupia, albo z policji- sama nie wiem.


I póki pamiętam to chce oświadczyć, że nie zgadzam się na nadejście jesieni, bo ja nie miałam czasu sie latem, słońcem i schodzącą z pleców skórą nacieszyć. I chociaż jestem (albo i nie jestem) kontent, że nie należe już do  grupy osób zaczynających pierwszego września kolejny rok nauki to wcale mi sie nie chce znosić ciuchów, pakować plecaka, szukać biletów i jechać nad morze. WCALE!


I chciałabym, żeby Stężylyszys już wrócił bo sie tu wszyscy stęsknilyszys.


To tyle. Pozdrawiam wszystkich tych, co na rzeczy się znają, przestrzegam przed jedzeniem kradzionych pomidorów, przypominam że ludzie skaczący z kwiatka na kwiatek spadną wreszcze nie oszczaną ziemię i cytuje klasyk: 


"Życie jest jak transwestyta -


                                              niby wszystko fajnie, a tu chuj."



powered by Ownlog.com